Jak to jest z tą adopcją zwierząt ? Czy rzeczywiście warto adoptować królika, kota czy psa? Czy może lepiej jednak kupić od hodowcy i mieć „pewność”, że zwierzę jest „dobrej jakości”?

Ja to widzę oczami właścicielki prywatnych zwierząt, lekarza i osoby oferującej dom tymczasowy dla zwierzaków porzuconych. Powiem szczerze, że perspektywa tych trzech stanowisk właściwie się nie różni. Sama mam zwierzęta z tzw. różnych źródeł – konie z odzysku, psa z hodowli i koty z domowego rozmnożenia…i wszystkie właściwie zupełnie przypadkowe.

Często rozmawiam z właścicielami czworonogów w gabinecie przychodni o tym, że może lepiej jest kupić zwierzę z hodowli bo będzie zdrowsze, bo będzie pochodziło z zadbanego miejsca, będzie odrobaczone i zaszczepione i nauczone czystości. Te argumenty nie wytrzymują jednak zderzenia z rzeczywistością i nie gwarantują „lepszego startu” tym drogim pupilom. Niejednokrotnie zwierzęta z hodowli są utrzymywane gorzej niż te ze schronisk i odwrotnie, czasem te schroniskowe to obrazki jak z bajki aż chce się takie schroniska wspierać a czasem ma się ochotę odwrócić głowę by nie widzieć ich nieszczęścia..

Właściwie nie ma złotego środka i nie można jednoznacznie stwierdzić, że np.świnki morskie, które urodziły się u Pani Hanny są lepsze niż te, które kupimy w sklepie zoologicznym czy też te adoptowane z fundacji..Nie ma reguły.

Myślę, że problem  „kupić czy adoptować ” sprowadza się do pytania „rozmnażać czy nie rozmnażać” bo kłopot szans i zdrowotności zależy od jakości genetycznej zwierząt. Im większy popyt na zwierzęta ozdobne tym więcej się ich rozmnaża. To jak w każdym handlu drogi towar szybko znajduje tańszych naśladowców. Tylko, ze towar martwy można najwyżej wyrzucić do śmieci jak się zepsuje a zwierzę ?…”Zepsute” zwierzę trzeba nadal karmić, leczyć i szanować, nie da się go wyrzucić od tak..no da się – jasne ale to jak w każdym społeczeństwie kwestia krzywej gausa – zawsze są wartosci skrajne.

Nadal mało jest świadomości wśród nas o tym jakie zagrożenie niesie ze sobą rozmnażanie zwierząt niezgodnie z prawami genetyki i chyba w tym miejscu powstaje główny kłopot. Chęć zysku ze sprzedaży np. pożądanych psów razy Yorkshire terrier czy puchatych królików rasy Teddy prowadzi do rozmnażania tych zwierząt w sposób spontaniczny „za stodołą” i krzyżowania osobników niosących w genach wady dziedziczne. Choćby wady zgryzu widoczne okiem mogą nieść ze sobą wady niewidoczne okiem…ale kto by się przejmował ! przecież aparat ortodontyczny dla psa to już legalnie dostępny produkt.. Podobnie z królikiem Taddy – gęste, puchate futerko, maleńkie zwierzątko – uroczy misio..znów mało komu wiadomo, że puchate futerko tego królika stanowi realne zagrożenie dla jego życia. Zwierzątko bowiem nie jest przygotowane genetycznie do obciążenia żołądka tak dużą ilością sierści jaką sobie codziennie wylizuje..

Potem zaczynają się krzyżowania z ciekawości – „a co by wyszło z połączenia mojej suczki jamniczki z owczarkiem sąsiada”..i mamy kolejną tragedię – zwierzęta, których ciała są kompletnie nieużyteczne – ciężki pies na jamniczych nóżkach z długim kręgosłupem aż się prosi by się „zepsuć”.. No i jak to jest dalej – mamy nadmiar zwierząt , których koszty leczenia znacznie przewyższają przyjemność z ich posiadania. Schroniska się zapełniają, prywatne fundacje pomocy pękają w szwach a przed świętami Bożego Narodzenia w przychodniach weterynaryjnych ustawiają się kolejki do eutanazji..

Ja nie jestem przeciwna rozmnażaniu zwierząt mądrze! – uwielbiam rasowe psy, koty, konie, rasowe gołębie, kozy i inne zwierzęta hodowlane bo są piękne, doskonale przystosowane do stawianych przed nimi zadań jak psy pasterskie czy konie pociągowe. Jednaj to wszystko działa wyłącznie wtedy gdy rozmnaża się je zgodnie ze sztuką hodowli.

Jeśli mam odpowiedzieć na pytanie „kupić czy adoptować”? mówię: Pomyśl po co Ci to zwierzę ? a potem wybierz najlepszą opcję. Nie kieruj się kryteriami warunków utrzymania bo ciało każdego zwierzęcia ma prawo się popsuć tak samo jak Twoje ciało ma do tego prawo. Jeśli nie jesteś gotowy leczyć swojego zwierzęcia i opiekować się nim gdy będzie stare  to ani nie kupuj, ani nie adoptuj…

Ja to widzę oczami właścicielki prywatnych zwierząt, lekarza i osoby oferującej dom tymczasowy dla zwierzaków porzuconych. Powiem szczerze, że perspektywa tych trzech stanowisk właściwie się nie różni. Sama mam zwierzęta z tzw. różnych źródeł – konie z odzysku, psa z hodowli i koty z domowego rozmnożenia…i wszystkie właściwie zupełnie przypadkowe.

Często rozmawiam z właścicielami czworonogów w gabinecie przychodni o tym, że może lepiej jest kupić zwierzę z hodowli bo będzie zdrowsze, bo będzie pochodziło z zadbanego miejsca, będzie odrobaczone i zaszczepione i nauczone czystości. Te argumenty nie wytrzymują jednak zderzenia z rzeczywistością i nie gwarantują „lepszego startu” tym drogim pupilom. Niejednokrotnie zwierzęta z hodowli są utrzymywane gorzej niż te ze schronisk i odwrotnie, czasem te schroniskowe to obrazki jak z bajki aż chce się takie schroniska wspierać a czasem ma się ochotę odwrócić głowę by nie widzieć ich nieszczęścia..

Właściwie nie ma złotego środka i nie można jednoznacznie stwierdzić, że np.świnki morskie, które urodziły się u Pani Hanny są lepsze niż te, które kupimy w sklepie zoologicznym czy też te adoptowane z fundacji..Nie ma reguły.

Myślę, że problem  „kupić czy adoptować ” sprowadza się do pytania „rozmnażać czy nie rozmnażać” bo kłopot szans i zdrowotności zależy od jakości genetycznej zwierząt. Im większy popyt na zwierzęta ozdobne tym więcej się ich rozmnaża. To jak w każdym handlu drogi towar szybko znajduje tańszych naśladowców. Tylko, ze towar martwy można najwyżej wyrzucić do śmieci jak się zepsuje a zwierzę ?…”Zepsute” zwierzę trzeba nadal karmić, leczyć i szanować, nie da się go wyrzucić od tak..no da się – jasne ale to jak w każdym społeczeństwie kwestia krzywej gausa – zawsze są wartosci skrajne.

Nadal mało jest świadomości wśród nas o tym jakie zagrożenie niesie ze sobą rozmnażanie zwierząt niezgodnie z prawami genetyki i chyba w tym miejscu powstaje główny kłopot. Chęć zysku ze sprzedaży np. pożądanych psów razy Yorkshire terrier czy puchatych królików rasy Teddy prowadzi do rozmnażania tych zwierząt w sposób spontaniczny „za stodołą” i krzyżowania osobników niosących w genach wady dziedziczne. Choćby wady zgryzu widoczne okiem mogą nieść ze sobą wady niewidoczne okiem…ale kto by się przejmował ! przecież aparat ortodontyczny dla psa to już legalnie dostępny produkt.. Podobnie z królikiem Taddy – gęste, puchate futerko, maleńkie zwierzątko – uroczy misio..znów mało komu wiadomo, że puchate futerko tego królika stanowi realne zagrożenie dla jego życia. Zwierzątko bowiem nie jest przygotowane genetycznie do obciążenia żołądka tak dużą ilością sierści jaką sobie codziennie wylizuje..

Potem zaczynają się krzyżowania z ciekawości – „a co by wyszło z połączenia mojej suczki jamniczki z owczarkiem sąsiada”..i mamy kolejną tragedię – zwierzęta, których ciała są kompletnie nieużyteczne – ciężki pies na jamniczych nóżkach z długim kręgosłupem aż się prosi by się „zepsuć”.. No i jak to jest dalej – mamy nadmiar zwierząt , których koszty leczenia znacznie przewyższają przyjemność z ich posiadania. Schroniska się zapełniają, prywatne fundacje pomocy pękają w szwach a przed świętami Bożego Narodzenia w przychodniach weterynaryjnych ustawiają się kolejki do eutanazji..

Ja nie jestem przeciwna rozmnażaniu zwierząt mądrze! – uwielbiam rasowe psy, koty, konie, rasowe gołębie, kozy i inne zwierzęta hodowlane bo są piękne, doskonale przystosowane do stawianych przed nimi zadań jak psy pasterskie czy konie pociągowe. Jednaj to wszystko działa wyłącznie wtedy gdy rozmnaża się je zgodnie ze sztuką hodowli.

Jeśli mam odpowiedzieć na pytanie „kupić czy adoptować”? mówię: Pomyśl po co Ci to zwierzę ? a potem wybierz najlepszą opcję. Nie kieruj się kryteriami warunków utrzymania bo ciało każdego zwierzęcia ma prawo się popsuć tak samo jak Twoje ciało ma do tego prawo. Jeśli nie jesteś gotowy leczyć swojego zwierzęcia i opiekować się nim gdy będzie stare  to ani nie kupuj, ani nie adoptuj…

NiuniaWet – weterynaria po ludzku