Kategoria

OGÓLNE

Lily-surgery-2

” Po pierwsze nie szkodzić…”

By | OGÓLNE | No Comments

To od naszej uczciwości i rzetelności zależy los oddanych w nasze ręce zwierząt, i to lekarz weterynarii powinien w tym miejscu mieć odwagę bronić dobrostanu swoich pacjentów…

Pytanie jakie dźwięczy wściekle w mojej głowie brzmi: Co to znaczy być lekarzem ? Gdzie jest granica pomiędzy działaniem na korzyść i na niekorzyść pacjenta ?
Gdzie jest granica pomiędzy leczeniem zwierząt a zaspokajaniem ludzkiego ego ?
Te pytania nie wzięły się znikąd, one bombardują moją głowę zawsze, gdy staję przed wyzwaniem niesienia pomocy istocie, dla której wyzdrowienia, rokowania są ostrożne.
Zawsze zastanawiam się, kiedy należy powiedzieć dość i podjąć decyzję o zaniechaniu leczenia, oraz czasem dalej, o wykonaniu eutanazji. Jak głęboko sięga ludzka władza nad zwierzęcym życiem i co powinno być czynnikiem ograniczającym tę władzę.
Zwierzę, które jest w rękach i pod opieką człowieka, jest niezdolne do podejmowania samodzielnych decyzji, dotyczących jego osobistego losu. Ciężko chory kot, pies czy fretka, nie mogą samodzielnie zdecydować czy chcą być leczone, czy zgadzają się na okaleczenie ciała w imię ratowania ich życia ani, czy życzą sobie eutanazji…
…choć, muszę przyznać, że wraz z wysubtelnieniem współczucia i rozwojem empatii, można usłyszeć i zrozumieć ich stanowisko. Czasem zdarza się, że nie mam żadnych wątpliwości, gdy mój pacjent prosi mnie o śmierć, a czasem, kiedy prosi mnie o życie.
Mam jednak ogromne watpliwości w kwestii ratowania zwierzęcego życia za wszelką cenę ( ludzkiego z resztą także ).
Moje przemyślenia oparte są na odczuciach moich, oraz odczuciach ludzi chorych na różne choroby, na doświadczeniu bólu, mdłości, palenia, pieczenia, skurczu, zawrotów głowy, migren, bólów klasterowych i innych doznań, które pojawiają się w ciele chorego. Na tej podstawie zgadzam się z moimi nauczycielami, niektórymi tymi, których już wśród żywych brakuje, że granicą działań lekarza powinny być realne możliwości przywrócenia i zachowania dobrostanu zwierzęcia.
Co to jest dobrostan ? To zdolność do bycia samodzielnym, do samodzielnego pobierania pokarmu, wydalania i wypróżniania się, do samodzielnego poruszania się, do nieodczuwania bólu oraz do realizowania swoich potrzeb psychicznych takich jak możliwość interakcji lub jej zaniechania.
Dlaczego więc my ludzie, zamiast skupiać się na pomocy tym zwierzętom, którym możemy zapewnić powrót do dobrostanu, zajmujemy się syzyfową pracą – leczeniem pacjentów nierokujących nadziei na polepszenie stanu.
Dlaczego najwięcej pieniędzy zbiera się w internecie na zwierzęta, które doznały znacznego uszczerbku na zdrowiu, którym nie można de facto pomóc, przywrócić im sprawności fizycznej, psychicznej, czy choćby pozbawić ich konieczności odczuwania permanentnego bólu ?
Powinnam nadać tytuł tego wpisu „Lekarz czy Sadysta”, ponieważ to właśnie brak decyzji lekarskiej, popartej lekarskim autorytetem sprawił, że odczułam potrzebę podzielenia się z Państwem tym tekstem.
Brak decyzji czy też podjęcie złej decyzji…złej na podstawie kryteriów dobrostanu, w sytuacji, która mną wstrząsnęła, oraz, w której nie chciałabym się nigdy znaleźć osobiście.
Kochani miłośnicy zwierząt, ludzie zaangażowani w pomoc schroniskom i fundacjom, działającym na rzecz zwierząt, to od Was zależy na co będą zbierane i przeznaczane wasze pieniądze. Uwierzcie, że ratowanie jednego życia, które skazane będzie na dożywotnie, ciężkie kalectwo jest zwykłym okrucieństwem zaspokajającym egoistyczne pokłady ludzkiej potrzeby bycia „bogiem”.
Problem nie polega na tym by ratować za wszelką cenę jedno życie pieska z obciętymi trzema nogami, kotka z przerwaniem ciągłości rdzenia kręgowego, do połowy oskórowanego liska czy konia z nieodwracalnym ochwatem, ale na tym, by mądrze gospodarować zasobami i przeznaczać je dla tych, którzy mogę z nich skorzystać. Uczciwa ocena rokowań dla pacjenta jest bezwzględnie obowiązkiem lekarza weterynarii!
To od naszej uczciwości i rzetelności zależy los oddanych w nasze ręce zwierząt, i to lekarz weterynarii powinien w tym miejscu mieć odwagę bronić dobrostanu swoich pacjentów, zamiast realizować swoje, wybujałe ambicje kosztem ich cierpienia.

pies_zajawka

Kupować czy adoptować?

By | OGÓLNE | No Comments

Jak to jest z tą adopcją zwierząt ? Czy rzeczywiście warto adoptować królika, kota czy psa? Czy może lepiej jednak kupić od hodowcy i mieć „pewność”, że zwierzę jest „dobrej jakości”?

Ja to widzę oczami właścicielki prywatnych zwierząt, lekarza i osoby oferującej dom tymczasowy dla zwierzaków porzuconych. Powiem szczerze, że perspektywa tych trzech stanowisk właściwie się nie różni. Sama mam zwierzęta z tzw. różnych źródeł – konie z odzysku, psa z hodowli i koty z domowego rozmnożenia…i wszystkie właściwie zupełnie przypadkowe.

Często rozmawiam z właścicielami czworonogów w gabinecie przychodni o tym, że może lepiej jest kupić zwierzę z hodowli bo będzie zdrowsze, bo będzie pochodziło z zadbanego miejsca, będzie odrobaczone i zaszczepione i nauczone czystości. Te argumenty nie wytrzymują jednak zderzenia z rzeczywistością i nie gwarantują „lepszego startu” tym drogim pupilom. Niejednokrotnie zwierzęta z hodowli są utrzymywane gorzej niż te ze schronisk i odwrotnie, czasem te schroniskowe to obrazki jak z bajki aż chce się takie schroniska wspierać a czasem ma się ochotę odwrócić głowę by nie widzieć ich nieszczęścia..

Właściwie nie ma złotego środka i nie można jednoznacznie stwierdzić, że np.świnki morskie, które urodziły się u Pani Hanny są lepsze niż te, które kupimy w sklepie zoologicznym czy też te adoptowane z fundacji..Nie ma reguły.

Myślę, że problem  „kupić czy adoptować ” sprowadza się do pytania „rozmnażać czy nie rozmnażać” bo kłopot szans i zdrowotności zależy od jakości genetycznej zwierząt. Im większy popyt na zwierzęta ozdobne tym więcej się ich rozmnaża. To jak w każdym handlu drogi towar szybko znajduje tańszych naśladowców. Tylko, ze towar martwy można najwyżej wyrzucić do śmieci jak się zepsuje a zwierzę ?…”Zepsute” zwierzę trzeba nadal karmić, leczyć i szanować, nie da się go wyrzucić od tak..no da się – jasne ale to jak w każdym społeczeństwie kwestia krzywej gausa – zawsze są wartosci skrajne.

Nadal mało jest świadomości wśród nas o tym jakie zagrożenie niesie ze sobą rozmnażanie zwierząt niezgodnie z prawami genetyki i chyba w tym miejscu powstaje główny kłopot. Chęć zysku ze sprzedaży np. pożądanych psów razy Yorkshire terrier czy puchatych królików rasy Teddy prowadzi do rozmnażania tych zwierząt w sposób spontaniczny „za stodołą” i krzyżowania osobników niosących w genach wady dziedziczne. Choćby wady zgryzu widoczne okiem mogą nieść ze sobą wady niewidoczne okiem…ale kto by się przejmował ! przecież aparat ortodontyczny dla psa to już legalnie dostępny produkt.. Podobnie z królikiem Taddy – gęste, puchate futerko, maleńkie zwierzątko – uroczy misio..znów mało komu wiadomo, że puchate futerko tego królika stanowi realne zagrożenie dla jego życia. Zwierzątko bowiem nie jest przygotowane genetycznie do obciążenia żołądka tak dużą ilością sierści jaką sobie codziennie wylizuje..

Potem zaczynają się krzyżowania z ciekawości – „a co by wyszło z połączenia mojej suczki jamniczki z owczarkiem sąsiada”..i mamy kolejną tragedię – zwierzęta, których ciała są kompletnie nieużyteczne – ciężki pies na jamniczych nóżkach z długim kręgosłupem aż się prosi by się „zepsuć”.. No i jak to jest dalej – mamy nadmiar zwierząt , których koszty leczenia znacznie przewyższają przyjemność z ich posiadania. Schroniska się zapełniają, prywatne fundacje pomocy pękają w szwach a przed świętami Bożego Narodzenia w przychodniach weterynaryjnych ustawiają się kolejki do eutanazji..

Ja nie jestem przeciwna rozmnażaniu zwierząt mądrze! – uwielbiam rasowe psy, koty, konie, rasowe gołębie, kozy i inne zwierzęta hodowlane bo są piękne, doskonale przystosowane do stawianych przed nimi zadań jak psy pasterskie czy konie pociągowe. Jednaj to wszystko działa wyłącznie wtedy gdy rozmnaża się je zgodnie ze sztuką hodowli.

Jeśli mam odpowiedzieć na pytanie „kupić czy adoptować”? mówię: Pomyśl po co Ci to zwierzę ? a potem wybierz najlepszą opcję. Nie kieruj się kryteriami warunków utrzymania bo ciało każdego zwierzęcia ma prawo się popsuć tak samo jak Twoje ciało ma do tego prawo. Jeśli nie jesteś gotowy leczyć swojego zwierzęcia i opiekować się nim gdy będzie stare  to ani nie kupuj, ani nie adoptuj…

Ja to widzę oczami właścicielki prywatnych zwierząt, lekarza i osoby oferującej dom tymczasowy dla zwierzaków porzuconych. Powiem szczerze, że perspektywa tych trzech stanowisk właściwie się nie różni. Sama mam zwierzęta z tzw. różnych źródeł – konie z odzysku, psa z hodowli i koty z domowego rozmnożenia…i wszystkie właściwie zupełnie przypadkowe.

Często rozmawiam z właścicielami czworonogów w gabinecie przychodni o tym, że może lepiej jest kupić zwierzę z hodowli bo będzie zdrowsze, bo będzie pochodziło z zadbanego miejsca, będzie odrobaczone i zaszczepione i nauczone czystości. Te argumenty nie wytrzymują jednak zderzenia z rzeczywistością i nie gwarantują „lepszego startu” tym drogim pupilom. Niejednokrotnie zwierzęta z hodowli są utrzymywane gorzej niż te ze schronisk i odwrotnie, czasem te schroniskowe to obrazki jak z bajki aż chce się takie schroniska wspierać a czasem ma się ochotę odwrócić głowę by nie widzieć ich nieszczęścia..

Właściwie nie ma złotego środka i nie można jednoznacznie stwierdzić, że np.świnki morskie, które urodziły się u Pani Hanny są lepsze niż te, które kupimy w sklepie zoologicznym czy też te adoptowane z fundacji..Nie ma reguły.

Myślę, że problem  „kupić czy adoptować ” sprowadza się do pytania „rozmnażać czy nie rozmnażać” bo kłopot szans i zdrowotności zależy od jakości genetycznej zwierząt. Im większy popyt na zwierzęta ozdobne tym więcej się ich rozmnaża. To jak w każdym handlu drogi towar szybko znajduje tańszych naśladowców. Tylko, ze towar martwy można najwyżej wyrzucić do śmieci jak się zepsuje a zwierzę ?…”Zepsute” zwierzę trzeba nadal karmić, leczyć i szanować, nie da się go wyrzucić od tak..no da się – jasne ale to jak w każdym społeczeństwie kwestia krzywej gausa – zawsze są wartosci skrajne.

Nadal mało jest świadomości wśród nas o tym jakie zagrożenie niesie ze sobą rozmnażanie zwierząt niezgodnie z prawami genetyki i chyba w tym miejscu powstaje główny kłopot. Chęć zysku ze sprzedaży np. pożądanych psów razy Yorkshire terrier czy puchatych królików rasy Teddy prowadzi do rozmnażania tych zwierząt w sposób spontaniczny „za stodołą” i krzyżowania osobników niosących w genach wady dziedziczne. Choćby wady zgryzu widoczne okiem mogą nieść ze sobą wady niewidoczne okiem…ale kto by się przejmował ! przecież aparat ortodontyczny dla psa to już legalnie dostępny produkt.. Podobnie z królikiem Taddy – gęste, puchate futerko, maleńkie zwierzątko – uroczy misio..znów mało komu wiadomo, że puchate futerko tego królika stanowi realne zagrożenie dla jego życia. Zwierzątko bowiem nie jest przygotowane genetycznie do obciążenia żołądka tak dużą ilością sierści jaką sobie codziennie wylizuje..

Potem zaczynają się krzyżowania z ciekawości – „a co by wyszło z połączenia mojej suczki jamniczki z owczarkiem sąsiada”..i mamy kolejną tragedię – zwierzęta, których ciała są kompletnie nieużyteczne – ciężki pies na jamniczych nóżkach z długim kręgosłupem aż się prosi by się „zepsuć”.. No i jak to jest dalej – mamy nadmiar zwierząt , których koszty leczenia znacznie przewyższają przyjemność z ich posiadania. Schroniska się zapełniają, prywatne fundacje pomocy pękają w szwach a przed świętami Bożego Narodzenia w przychodniach weterynaryjnych ustawiają się kolejki do eutanazji..

Ja nie jestem przeciwna rozmnażaniu zwierząt mądrze! – uwielbiam rasowe psy, koty, konie, rasowe gołębie, kozy i inne zwierzęta hodowlane bo są piękne, doskonale przystosowane do stawianych przed nimi zadań jak psy pasterskie czy konie pociągowe. Jednaj to wszystko działa wyłącznie wtedy gdy rozmnaża się je zgodnie ze sztuką hodowli.

Jeśli mam odpowiedzieć na pytanie „kupić czy adoptować”? mówię: Pomyśl po co Ci to zwierzę ? a potem wybierz najlepszą opcję. Nie kieruj się kryteriami warunków utrzymania bo ciało każdego zwierzęcia ma prawo się popsuć tak samo jak Twoje ciało ma do tego prawo. Jeśli nie jesteś gotowy leczyć swojego zwierzęcia i opiekować się nim gdy będzie stare  to ani nie kupuj, ani nie adoptuj…

NiuniaWet – weterynaria po ludzku